Różne myśli i przemyślenia
niedziela, 28 października 2012
HaTachana
Jestem z powrotem w Izraelu. Tym razem dla przyjemności. Miałam (i mam) nadzieję, że oprócz odwiedzenia żelaznych punktów turystycznego programu zobaczę kilka nowych rzeczy, ale szczerze mówiąc nie sądziłam, że coś mnie tu zaskoczy. A jednak...
niedziela, 17 czerwca 2012
Kryzys czwartej godziny lotu
Kolejny lot przez Ocean. Niestety nadzieja, że tym razem jedyne dostępne bilety będą w klasie biznes, okazała się złudna pomimo kupowania ich przez firmę na trzy dni przed terminem wylotu. Na szczęście olśniło mnie w ostatniej chwili, żeby zarezerwować przez Internet jedno z ostatnich miejsc przy oknie. No i lecę. Nie ma wystarczającej ilości artykułów w Gazecie Świątecznej, LOT-owskim Kalejdoskopie i nie ma wystarczająco ciekawych książek na moim Kindlu, żeby nie czuć po 4 godzinach lotu narastającej irytacji. Kto to wymyślił, żeby zaczynać taką podróż w południe, kiedy przez najbliższe 9 godzin nie można liczyć na senność i drzemkę, która potrafiłaby choć trochę zabić wlokące się minuty i godziny??!!
wtorek, 15 marca 2011
Prawie jak przygoda

Powyższy obrazek jest moją średnio udaną próbą odtworzenia widoku na ekraniku samolotowym w momencie naszego lądowania w Miami. Opowieść muszę zacząć od tego, że lot z Paryża do Miami trwa ponad 9 godzin, a w naszym przypadku poprzedzony był jeszcze dwugodzinnym lotem z Warszawy. Samolot Boeing 747 Jumbo Jet do najwygodniejszych środków transportu nie należy, chyba że podróżuje się jedną z wyższych klas, co nam oczywiście nie było dane. Tak czy inaczej, kiedy zbliżał się czas lądowania, a samolot nieprzesadnie tracił wysokość, zauważyłam, że na wyświetlanej nad moją głową mapce pojawia się właśnie drugie czerwone kółko wokół Miami. Po kolejnej chwili oczekiwania na ogłoszenie o przygotowaniu do lądowania, głośniki zaszemrały i z potoku francuskich słów udało wyłowić mi się jedynie nazwę sąsiadującego portu lotniczego – Ft. Lauderdale. Nie to żebym była tak obeznana z geografią Florydy, ale ponieważ kombinowałam strasznie, żeby znaleźć w miarę tani transport między Miami a Chicago, aby spróbować zobaczyć się z Rodziną przy okazji amerykańskiej delegacji, to się na tę nazwę natknęłam i wiedziałam, co znaczy. Z angielskiej (a raczej „frenglishowej”) wersji komunikatu udało się zrozumieć niewiele więcej oprócz tego, że z naszą zmianą kierunku lotu ma coś wspólnego jakiś prezydent. Jak tylko czerwona kreska na ekranie ruszyła śmiało na północ, na pokładzie samolotu rozpoczęło się zamieszanie. Obsługa biegała po korytarzach i z niezmiennym uśmiechem próbowała odpowiedać na podchwytliwe pytania pasażerów, czy te samoloty, na które mieli się niebawem przesiąść będą na nich czekały na lotnisku zapasowym. Ja już zaczęłam sobie wyobrażać przewożenie tych mniej więcej 400 pasażerów autobusami do Miami i układać sobie w głowie niniejszą notkę, kiedy władze Miami postanowiły zepsuć całą zabawę i otworzyć ponownie lotnisko, ponieważ, jak się okazało, najwyraźniej Prezydent Obama zdążył się od niego wystarczająco oddalić. Czerwona kreska zrobiła jeszcze jedną pętelkę, pasażerowie odetchnęli z ulgą, stewardessy usiadły, zapięły pasy i piloci wylądowali, za co zostali nagrodzeni zupełnie zasłużonymi brawami.

 

PS. Michał wskazał mi źródło oryginalnego obrazka. A więc dokładnie to wyglądało to tak:

niedziela, 14 listopada 2010
"Dowód" (Proof)
Przeglądając informacje o filmie „Lake House” napotkałam nazwisko, które zwróciło moją uwagę. Scenarzystą tego filmu jest David Auburn, autor mojej ulubionej współczesnej sztuki „Dowód” (Proof). Następnie przypomniałam sobie o ekranizacji tej sztuki, która również wpada w kategorię filmów z Chicago w tle i od razu podjęłam decyzję dotyczącą tematu kolejnej notki.
piątek, 12 listopada 2010
The Lake House
Przymierzając się do opisania Millenium Park doszłam do wniosku, że moje podstawowe skojarzenie z tym miejscem wiąże się z chyba najpiękniejszym filmem nakręconym w Chicago, czyli „Lake House”. Tak, to ten sam film, w którym jedna scen ma miejsce w klubie Green Mill, ale to zdecydowanie jedynie przedsmak obrazków z Chicago, które można w nim zobaczyć. Postanowiłam więc pogodzić dwie kategorie mojego bloga i napisać notkę filmowo-turystyczną.
środa, 10 listopada 2010
Cuneo Mansion
W dzisiejszym odcinku chciałam zaprosić wszystkich do odwiedzenia bardzo mało znanej atrakcji turystycznej w okolicach Chicago – do pięknej historycznej rezydencji Cuneo Mansion w Vernon Hills. Budowę rezydencji rozpoczęto w 1908 roku i po przerwie spowodowanej wybuchem pierwszej wojny światowej, zakończono w roku 1918. Była ona domem Samueal Insulla, założyciela firmy General Electric, a w roku 1937 została zakupiona przez rodzinę przedsiębiorcy Johna Cuneo. Od roku 1991 rezydencja jest otwarta dla zwiedzających i mieści muzeum rodziny Cuneo oraz prezentuje ich bogatą kolekcję sztuki, sreber oraz porcelany.
niedziela, 31 października 2010
Graceland Cementery
Ponieważ rekonwalescencja po zabiegu kolana uwięziła mnie w domu na parę tygodni, to postanowiłam wrócić do opisywania chicagowskich atrakcji turystycznych. Poszukując tematu na kolejny wpis przypomniałam sobie o dość bogatej dokumentacji fotograficznej mojej niegdysiejszej wyprawy na zabytkowy cmentarz Graceland i postanowiłam uczynić go tematem kolejnego wpisu.
wtorek, 31 sierpnia 2010
Willis (Sears) Tower - Ledge
Po pierwsze, to ja wiem, że biznes jest biznes, ale kto to widział zmieniać nazwę największej atrakcji turystycznej Chicago będącej jednocześnie najwyższym budynkiem Ameryki?! Ciekawe jak długo jeszcze nazwa Willis Tower będzie witana pytającym spojrzeniem do czasu, aż się do niej nie doda „kiedyś Sears Tower”.
poniedziałek, 30 sierpnia 2010
Oko
Najnowszą atrakcją turystyczną Chicago jest zaskakująca gałka oczna o wysokości ponad 9 metrów, której autorem jest artysta z okolicznego Oak Park, Tony Tasset. Trudno mi oceniać wymiar artystyczny tego dzieła sztuki, ale na pierwszy rzut nomen omen oka, wygląda ono jak dość realistyczna reprezentacja ludzkiej gałki ocznej. Rzeźba inspiruje tym samym do robienia dość ciekawych fotografii i może w tym można odnaleźć jej twórczy sens.
czwartek, 26 sierpnia 2010
Chicago - Green Mill
Ponieważ w kinach brakuje ciekawych i inspirujących filmów, a przynajmniej ja na takie ostatnio nie trafiam, to pomyślałam, że zainicjuję serię notek o mniej lub bardziej znanych atrakcjach turystycznych Chicago. Od ośmiu lat (kto to uwierzy, że tyle czasu minęło) bywam w Chicago jako turystka, więc czuję się do stworzenia takiego cyklu uprawniona. Na dobry początek postanowiłam zacząć od mojego ulubionego klubu jazzowego, czyli Green Mill Coctail Lounge. Na początek zastrzegam, że nie znam wielu klubów muzycznych w Chicago, ponieważ po tym, jak trafiłam do Green Mill nie czułam potrzeby szukać dalej.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6